Zapiski wpierdalacza: Domino’s Pizza

Z tego co wyczytałem sieć Domino’s Pizza dopiero wchodzi do Polski, otwarty w ubiegłą środę lokal w centrum Warszawy jest drugim w naszym kraju. Tak się składa, że tenże lokal mam tuż koło domu, zatem w ramach dopieszczania wpierdalacza postanowiłem go przetestować, tym chętniej, że z okazji otwarcia Domino’s kusi szaloną promocją – 21,90 zł za dowolną dużą pizzę.

Dokonałem kontrolowanego zakupu dużej Extravaganzzy i Texas BBQ czyli dwóch z najbardziej wypasionych pizz z menu Domino’s. Na tej pierwszej znajdują się cebula, papryka, pieczarki, kiełbasa pepperoni, szynka, wieprzowina, wołowina, czarne oliwki i dodatkowy ser mozzarella. Ta pizza jest dość podobna do Super Supreme z Pizza Hut. W ekstrawaganckiej pizzy Domino’s podobało mi się to, że nie pożałowano składników, większość z nich sypnięto hojnie, nie trzeba ich było szukać uzbrojonym okiem, jak to czasami bywa w Dominium. Wyjątkiem była wołowina, w porównaniu do innych składników było jej malutko. Nie do końca podeszła mi kiełbasa pepperoni, wyglądała i smakowała bardziej jak krakowska, na pewno nie było to pepperoni widoczne na zdjęciach w ulotce. Ciasto było grube, ładnie wypieczone i chrupiące. Całość bardzo mi smakowała, choć Super Supreme jednak minimalnie wygrywa.

Z kolei Texas BBQ (sos barbeque, wędzony boczek, pieczony kurczak, cebula, papryka) można porównać do Texas z Pizzy Hut. Tym razem jednak palma pierwszeństwa należy się Domino’s. Ich pizza zdawała się bogatsza w smaku, w szczególności sos barbeque wydał mi się smaczniejszy. Tu również nie pożałowano żadnego ze składników, co pozwala mieć nadzieję, że to reguła w Domino’s. Grube ciasto bardzo ładnie pasowało do składników, a całość smakowała mi nawet bardziej niż Extravaganzza, om nom nom.

Nie podeszły mi sosy. Dodawany do każdej pizzy sos czosnkowo-ziołowy smakował jak sos do kiepskiego kebaba, miał jakiś taki posmak rozwodnionego majonezu. Pomidorowy był lepszy, ale też smakował sztucznie. Oba sosy były dostarczone w dawkach homeopatycznych, jeden pojemniczek wystarczył na skromne doprawienie połówki dużej pizzy.

Pierwsze spotkanie z Domino’s Pizza uważam za udane, obie zamówione pizze były smaczne, trzy osoby dokonujące testowej konsumpcji najadły się pod korek i jeszcze dwa kawałki zostały. Pod względem smaku, jakości i ilości składników pizza Domino’s na tle innych sieciówek przypadła mi do smaku bardziej niż Da Grasso i Dominium; z Pizza Hut powiedzmy, że remisuje.

W ujęciu ekonomicznym pizza Domino’s w szalonej promocji wypada obłędnie atrakcyjnie: za 21,90 zł dwie osoby mogą się godnie nażreć. Cennikowe 44,90 zł prezentuje się mniej apetycznie, więc „opłacalność” Domino’s zależeć będzie od przyszłych promocji.

Warto jeszcze dodać, że Domino’s Pizza faktycznie jest szybka. Pizzę zamówiłem w lokalu i rzeczywiście otrzymałem ją w obiecane 12 minut, w dostawie pewnie też najpewniej otrzymałbym ją szybciej niż obiecywane 30 minut. W internetach wyczytałem, że swego czasu Domino’s nawet gwarantowało dostawę w 30 minut, ale zrezygnowali z tego po kilku wypadkach, które sprawiły, że generał publiczny przypiął ich dostawcom etykietkę „szybkich i wściekłych”. Było nawet kilka wypadków i odszkodowań z tego tytułu. My również prawie się na takowe załapaliśmy, skręcający na skrzyżowaniu dostawca na skuterze prawie władował nam się pod koła.

Wymiatacze z TVN-u

Irytuje mnie postawa „Polak potrafi… spierdolić”, która często pojawia się w dyskusjach na temat różnorakich dokonań Polaków. Jednak gdy widzę coś takiego, jak „Wymiatacze” to zaczynam wierzyć, że coś jest na rzeczy.

W tym miejscu należy się wyjaśnienie. Dawno temu japoński teleturniej „Takeshi’s Castle” zauroczył mnie od pierwszych sekund. Ponieważ jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów posłużmy się dowodem rzeczowym numer jeden:

Czytaj dalej Wymiatacze z TVN-u

Bidet

Ta notka będzie stanowić dla mnie katharsis i to w sensie dosłownym, gdyż rzecz będzie o oczyszczeniu, jednak nie duszy. Z niejakim zażenowaniem muszę przyznać, że dopiero niedawno poznałem funkcję bidetu. Wcześniej przez długie lata sądziłem, że służy on do mycia nóg. Z błędu wyprowadziła mnie moja ukochana, a śmiechu było co niemiara.

Laughs have been had i w tym miejscu można by postawić kropkę, ale zacząłem zastanawiać się skąd wzięły się moje wyobrażenia o funkcji bidetu i jakim sposobem przez blisko trzydzieści lat brutalna prawda nie zdołała się przebić przez mury mej ignorancji. Uzupełniając wspomnienia domysłami wyszło mi, że po raz pierwszy z bidetem spotkałem się na zdjęciu, zapewne w jakimś katalogu wyposażenia łazienek, a miałem wtedy lat małonaście. Ponieważ z kontekstu w którym zdjęcie występowało nijak nie wynikała funkcja tego urządzenia, więc musiałem dorobić sobie własną interpretację na podstawie doświadczeń. Z doświadczenia zaś wiedziałem, że jeśli chce się dokonać szybkiej ablucji to niewygodnie jest zadzierać nogę do umywalki. Logicznym remedium na te niedogodności zdawało mi się urządzenie z bieżącą wodą wysokości mniej więcej klopa. Wypisz, wymaluj bidet. Logiczne, nie?

Teraz zastanawiam się ile jeszcze takich bidetów kryje mój leksykon.

W ramach post scriptum bidet z tubki.