Routing Symfony w skryptach JavaScript

FOSJsRoutingBundle to paczka, która rozwiązuje problem odwoływania się do aplikacji Symfony z poziomu skryptów JavaScript, np. przy definiowaniu akcji AJAX-owych. Problem może nie jest wielki, bo oczywiście można URL-e zapisać na sztywno, ale w takim wypadku nie można korzystać z dobrodziejstw środowiska dev.

Dzięki wspomnianej paczce URL do akcji w Symfony można wygenerować podobnie jak w PHP:

var url = Routing.generate('my_route_to_expose', { id: 10, foo: "bar" });

FOSJsRoutingBundle umożliwia zarówno dynamiczne jak i statyczne generowanie tras. W tym pierwszym wypadku aplikacja Symfony jest dynamicznie odpytywana o trasy, dzięki czemu zmiany w aplikacji od razu są widoczne w JavaScriptcie. Ten tryb warto wybrać w czasie developmentu albo w zastosowaniach, gdzie nieco mniejsza wydajność nie będzie problemem. W trybie statycznym należy poleceniem z konsoli wygenerować plik zawierający definicję routingu dla JS.

Poniżej opiszę instalację paczki w Symfony i konfigurację w trybie statycznym.

Tradycyjnie zacząłem od instalacji paczki composerem:

composer require friendsofsymfony/jsrouting-bundle

Po zainstalowaniu paczki dodałem ją do app/AppKernel.php:

public function registerBundles()
{
    $bundles = array(
        // ...
        new FOS\JsRoutingBundle\FOSJsRoutingBundle()
    );
}

Kolejnym krokiem jest skopiowanie statycznych plików do katalogu web:

app/console assets:install

Połączenie pomiędzy Symfony i JavaScriptem stanowią dwa skrypty, które dodałem do podstawowego szablonu strony:

<script src="{{ asset('bundles/fosjsrouting/js/router.js') }}"></script>
<script src="{{ asset('js/fos_js_routes.js') }}"></script>

Następnie należy w definicji routingu wskazać, które trasy mają być dostępne w JavaScriptcie. Dokumentacja pokazuje konfigurację YAML-ową, ja zaś używam annotacji:

/**
 * @Route("/sugeruj-produkt", name="suggest_product", options={"expose": true})
 */

Ostatnim krokiem jest wygenerowanie pliku z routingiem:

app/console fos:js-routing:dump

Teraz wszystko będzie grać i buczeć.

Testowe adresy email

Dzisiaj kilka słów o mailach w kontekście programowania (lub testowania) aplikacji internetowych. Najprościej rzecz ujmując, warto mieć pod ręką duuużo adresów email, co przydaje się przy np. testowaniu rejestracji albo mailingu. Skąd je wziąć?

W Internecie jest całe mnóstwo darmowych kont pocztowych, ale zakładanie dziesiątek kont, pamiętanie do nich haseł i logowanie się na każde z nich byłoby uciążliwe. Na szczęście Dobrzy Ludzie stworzyli różne usługi i narzędzia, które ten problem rozwiązują.

Tymczasowe konta

Najprostsze w użyciu są usługi w rodzaju niepodam.pl i migmail.pl. Wystarczy podać dowolny adres w domenie niepodam.pl albo migmail.pl, np. michal@niepodam.pl, a następnie wejść na taką stronę, wpisać wybrany login i już można czytać maile wysłane na ten adres.

migmail

Ponieważ takich adresów nie trzeba rejestrować można je równie dobrze generować automatycznie, co przydaje się np. przy testowaniu mailingu. Ja najczęściej korzystam z nich w środowiskach, które wysyłają „prawdziwe” maile np. UAT i produkcyjnym.

Wadą tych rozwiązań jest to, że wyświetlanie wiadomości w formacie HTML nie zawsze działa jak powinno, np. linki są obcięte albo nieklikalne, a elementy graficzne źle rozmieszczone. Dlatego słabo nadają się do testowania wyglądu maili.

Warto też pamiętać, że są to tymczasowe konta i wiadomości są usuwane automatycznie po kilku godzinach lub dniach.

GMail

Każde konto GMail ma dwie cechy, które przydają się przy mnożeniu aliasów:

  • Wszystkie występujące w nazwie użytkownika kropki są ignorowane.
  • Po nazwie użytkownika można postawić znak „plus” i wpisać dowolny tekst, który także zostanie zignorowany.

W efekcie dysponując kontem imienazwisko@gmail.com możemy generować unikalne adresy do woli, np. imie.nazwisko@gmail.com, i.m.i.e.nazwisko@gmail.com, imienazwisko+test1@gmail.com, imie.nazwisko+test2@gmail.com itd.

MailCatcher

MailCatcher to prosty demon SMTP, który całą korespondecję, która przez niego przechodzi pozwala przeglądać za pomocą prostego interfejsu webowego. Demon nie sprawdza poprawności adresów, więc można używać dowolnych loginów i domen, np. qwerty@aplikacja.dev. Najlepiej spisuje się w środowisku deweloperskim, które niekoniecznie ma wyjście do Internetu.

MailCatcher jest napisany w Ruby, więc o ile to środowisko uruchomieniowe tego języka nie jest zainstalowane na serwerze trzeba wykonać następujące polecenie:

aptitude install ruby ruby-dev libsqlite3-dev build-essential

Kiedy Ruby już działa to można zainstalować MailCatchera:

gem install mailcatcher

Uruchomienie MailCatchera z konsoli:

mailcatcher --foreground --http-ip=0.0.0.0

Domyślnie SMTP nasłuchuje na porcie 1025, a interfejs webowy jest dostępny na porcie 1080. Oczywiście takie niestandardowe parametry SMTP należy podać w konfiguracji PHP albo aplikacji.

W Symfony2 wystarczy dodać parametr port w konfiguracji SwiftMailera (w standardowej konfiguracji go nie ma). W pliku app/config/config.yml dodajemy:

swiftmailer:
    transport: "%mailer_transport%"
    host:      "%mailer_host%"
    username:  "%mailer_user%"
    password:  "%mailer_password%"
    port:      "%mailer_port%"

Zaś w app/config/parameters.yml:

parameters:
    # ...
    mailer_transport: smtp
    mailer_host: 127.0.0.1
    mailer_user: null
    mailer_password: null
    mailer_port: 1025
    # ...

Bezprzewodowe głośniki w Linuksie

Da się? Da się! Tak w skrócie można podsumować moje podejście do połączenia laptopa z Linuksem do głośników bez użycia kabli. Poszło łatwiej niż sądziłem, prawie plug & play.

W sumie wszystko co musiałem jest elegancko opisanie w debianowej wiki. Na początek należy się upewnić, że wymagane pakiety są zainstalowane:

aptitude install pulseaudio pulseaudio-module-bluetooth pavucontrol bluez-firmware

U mnie ich brakowało, ale mój system instalowałem z wersji minimalnej, nie lubię mieć w systemie rzeczy, których nie używam. Potem warto zrestartować usługę bluetooth i dźwięku:

service bluetooth restart
killall pulseaudio

Ostatnim krokiem jest sparowanie głośników z komputerem podobnie jak każdego innego urządzenia.

a2dp_connection

Gdy urządzenie jest sparowane wystarczy przełączyć wyjście na głośniki bluetooth.

a2dp_settings

Dzięki przenośnym głośnikom mogę cieszyć się dźwiękiem z laptopa nie tylko przez słuchawki (te wbudowane pierdziawki nie nadają się prawie do niczego). Wiem też, że mój następny amplituner powinien być wyposażony w bluetooth. Gdy go kupię dźwiękiem z mojego laptopa będą się również mogli cieszyć sąsiedzi. ;-)

Diagnozowanie i naprawianie problemu X-ami

Kiedy po aktualizacji pakietów system nie wstaje to wiedz, że coś się dzieje. W moim przypadku uruchamianie zdychało przy uruchamianiu powłoki graficznej. W tym wpisie pokażę jak można zdiagnozować przyczynę i skutecznie naprawić system w jednym z takich wypadków.

Pierwszym krokiem przy diagnozowaniu problemów z X-ami jest sprawdzenie logów.

# grep '(EE)' /var/log/Xorg.0.log

[    13.384] (EE) Failed to load /usr/lib/xorg/modules/extensions/libglx.so: libGL.so.1: cannot open shared object file: No such file or directory
[    13.384] (EE) Failed to load module "glx" (loader failed, 7)

Ewidentnie w systemie brakowało biblioteki libglx.so. Należy więc sprawdzić jej zależności.

# ldd /usr/lib/xorg/modules/extensions/libglx.so 
	linux-vdso.so.1 (0x00007fffad3fd000)
	libGL.so.1 => not found
	libpthread.so.0 => /lib/x86_64-linux-gnu/libpthread.so.0 (0x00007fb41bf2f000)
	libdl.so.2 => /lib/x86_64-linux-gnu/libdl.so.2 (0x00007fb41bd2b000)
	libaudit.so.1 => /lib/x86_64-linux-gnu/libaudit.so.1 (0x00007fb41bb05000)
	libm.so.6 => /lib/x86_64-linux-gnu/libm.so.6 (0x00007fb41b804000)
	libc.so.6 => /lib/x86_64-linux-gnu/libc.so.6 (0x00007fb41b45b000)
	libexpat.so.1 => /lib/x86_64-linux-gnu/libexpat.so.1 (0x00007fb41b232000)
	libglapi.so.0 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libglapi.so.0 (0x00007fb41b007000)
	libXext.so.6 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libXext.so.6 (0x00007fb41adf5000)
	libXdamage.so.1 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libXdamage.so.1 (0x00007fb41abf2000)
	libXfixes.so.3 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libXfixes.so.3 (0x00007fb41a9ec000)
	libX11-xcb.so.1 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libX11-xcb.so.1 (0x00007fb41a7ea000)
	libX11.so.6 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libX11.so.6 (0x00007fb41a4a7000)
	libxcb-glx.so.0 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxcb-glx.so.0 (0x00007fb41a28e000)
	libxcb-dri2.so.0 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxcb-dri2.so.0 (0x00007fb41a089000)
	libxcb-dri3.so.0 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxcb-dri3.so.0 (0x00007fb419e86000)
	libxcb-present.so.0 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxcb-present.so.0 (0x00007fb419c83000)
	libxcb-sync.so.1 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxcb-sync.so.1 (0x00007fb419a7c000)
	libxcb.so.1 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxcb.so.1 (0x00007fb41985a000)
	libxshmfence.so.1 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libxshmfence.so.1 (0x00007fb419657000)
	libXxf86vm.so.1 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libXxf86vm.so.1 (0x00007fb419451000)
	libdrm.so.2 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libdrm.so.2 (0x00007fb419243000)
	/lib64/ld-linux-x86-64.so.2 (0x00007fb41c62f000)
	libXau.so.6 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libXau.so.6 (0x00007fb41903f000)
	libXdmcp.so.6 => /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libXdmcp.so.6 (0x00007fb418e39000)

Dzięki ldd wiedziałem że brakuje pliku libGL.so.1. Sprawdziłem, że powinien znajdować się w pakiecie libgl1-mesa-glx, więc sensownym posunięciem wydaje się ponowna instalacja tego pakietu.

# aptitude reinstall libgl1-mesa-glx

Niestety, to nie pomogło. Archiwum z pakietem zawierało potrzebny plik, ale instalator z nieznanych mi względów go nie kopiował. Zrobiłem to za niego, skopiowałem z:

/var/cache/apt/archives/libgl1-mesa-glx_10.5.9-2_amd64.deb

do:

/usr/lib/x86_64-linux-gnu/libGL.so.1
/usr/lib/x86_64-linux-gnu/libGL.so.1.2.0

Instalacja Debiana: nie wykryto napędu CD-ROM

Od dawna instaluję Debiana z pendrive’a. Zawsze używałem programu UNetbootin do nagrywania obrazu płyty instalacyjnej na pendrive’ie. Zazwyczaj instalacja zajmuje mi jakieś 30 minut. Ale nie tym razem. Tym razem męczyłem się z instalacją jakieś trzy godziny.

Zaczęło się dobrze: laptop uruchomił się z pendrive’a, pokazał menu instalatora, wybrałem instalację graficzną. W kolejnych krokach wybrałem język polski i polski układ klawiatury, a potem… instalator oświadczył, że nie wykrył CD-ROMu i zapytał czy chcę załadować sterowniki z innego nośnika.

Pominę pełen opis prób i błędów, które popełniłem, wymienię je tylko w telegraficznym skrócie:

  • To błąd w instalatorze, należy spróbować innego obrazu płyty.
  • Ponoć pendrive sformatowany na FAT32 może sprawiać problemy. Lepiej użyć FAT16.
  • Pendrive należy włożyć w port USB 2, porty USB 3 mogą sprawiać problemy.
  • Po wyświetleniu komunikatu należy wyjąć i ponownie włożyć pendrive.
  • W menu BIOS/UEFI należy zmienić opcję obsługi dysków na AHCI.

Tymczasem rozwiązaniem okazało się nagranie obrazu płyty na pendrive’a poleceniem dd:

dd bs=4M if=/home/michal/Pobrane/debian-testing-amd64-netinst.iso of=/dev/sdb && sync

PS. Laptop to był Dell Inspiron z serii 3000, nic fikuśnego. Niestety standardowo miał zainstalowanego Windowsa.

Tryb recovery w Motoroli Moto G z Androidem 5

Aktualizacja mojej Motorolki Moto G (pierwszej generacji) do Androida 5.0.2 była słabym pomysłem. Telefon z czasem zaczyna działać coraz wolniej, czasami zamyśla się na kilkanaście sekund przy prostych operacjach, odczuwalna jakość interakcji z urządzeniem jest wyraźnie gorsza. Kit Kat był w tym modelu o wiele lepiej dopracowany.

Jednym z pomysłów na poprawę sytuacji było wyczyszczenie partycji /cache urządzenia, co wymaga uruchomienia telefonu w trybie recovery. Wyszukiwarka usłużnie podaje liczne instrukcje, z których większość jest… błędna. Okazuje się, że przy Androidzie 5 wywołanie trybu recovery jest inne niż w telefonie z Kit Katem. Zanim do tego doszedłem przez blisko 10 minut bezowocnie międliłem klawisze. Poniżej działająca procedura.

  1. Wyłączyć telefon.
  2. Przytrzymać przez kilka sekund jednocześnie przyciski zwiększania głośności, zmniejszania głośności i włącznik.
  3. Używając przycisku zmniejszania głośności w menu należy podświetlić opcję Recovery, a następnie zatwierdzić wybór przyciskiem zwiększania głośności.
  4. Gdy na ekranie pojawi się leżący na plecach android oraz napis „no command” należy przytrzymać włącznik i nacisnąć przycisk zwiększania głośności.
  5. Na ekranie objawi się menu trybu Recovery, z którego można wybrać między innymi czyszczenie partycji cache. Wybór zatwierdza się przyciskiem włączania telefonu.

Skuteczność tej operacji ociera się o efekt placebo; wydaje mi się, że jest ciut lepiej, ale na pewno nie jest dobrze. Z utęsknieniem czekam na Androida 5.1.

Aktualizacja nginx do 1.8.0 i problem z PHP

Dzisiaj zespół dotdeb.org wypuścił nginxa 1.8.0 na Debiana, a ja niezwłocznie dokonałem aktualizacji z wersji 1.6.3. Początkową radość szybko zastąpiła panika, kiedy okazało się, że wszystkie strony oparte o PHP przestały działać, a konkretnie zaczęły zwracać pustą treść. W logach nginxa, PHP-FPM ani nigdzie indziej nie znalazłem błędów, w konfiguracji nginxa zmiany były tylko kosmetyczne, konfiguracja PHP w ogóle nie była ruszana, po prostu czeski film.

Rozwiązanie okazało się trywialne: w pliku /etc/nginx/fastcgi_params należy dodać linijkę:

fastcgi_param  SCRIPT_FILENAME    $document_root$fastcgi_script_name;

Potem już tylko przeładowanie konfiguracji nginxa i wszystko powinno działać.

Tytułem uzupełnienia dodam, że na właściwy trop trafiłem, kiedy spróbowałem połaczyć się z PHP-FPM bezpośrednio przez FastCGI. Wedle przepisu z tej strony w konsoli zapodałem:

SCRIPT_NAME=/index.php \
SCRIPT_FILENAME=/index.php \
REQUEST_METHOD=GET \
DOCUMENT_ROOT=/var/www/anime.com.pl/ \
cgi-fcgi -bind -connect /var/run/php5-fpm.sock

W odpowiedzi otrzymałem:

Primary script unknown
Status: 404 Not Found
Content-type: text/html

File not found.

Dalej już było z górki. Ciekawe tylko dlaczego to się nigdzie nie zalogowało?

Jako lekturę uzupełniającą polecam wpis z bloga Martina Fjordvalda, który tłumaczy czym różni się plik fastcgi_params od fastcgi.conf i skąd się ta różnica wzięła.

Wyłączanie filtrów w Doctrine2

Filtry w Doctrine to poniekąd pożyteczna funkcja, na filtrach jest oparte m.in miękkie kasowanie (ang. soft delete), które można podpiąć z paczki gedmo/doctrine-extensions. Filtry przeważnie są włączane na stałe w konfiguracji ORM-a w pliku config.yml, ale w razie potrzeby można je włączać i wyłączać w kodzie. Obiekt FilterCollection pobieramy z entity managera, a na nim można wykonać m.in. poniższe metody:

// sprawdzenie czy filtr jest zainstalowany
$em->getFilters()->has("soft-deleteable");

// sprawdzenie czy filtr jest włączony
$em->getFilters()->isEnabled("soft-deleteable");

// włączenie filtra
$em->getFilters()->enable("soft-deleteable");

// wyłączenie filtra
$em->getFilters()->disable("soft-deleteable");

Cała ta notka wzięła się stąd, że dłużej niż powinienem szukałem błędu w kodzie, a jego źródłem było właśnie miękkie kasowanie. Zapytanie, które powinno zwracać encję zwracało NULL, a taki przypadek nie był obsłużony w kodzie.

Roundcube przez HTTPS czyli nginx i self-signed certificate

Powinienem to zrobić dawno temu, ale dopiero teraz zabrałem się za zabezpieczenie SSL-em mojego webmaila opartego na Roundcube. Ponieważ poza mną nikt z niego nie korzysta, a sam sobie zazwyczaj ufam, to zdecydowałem się nie korzystać z żadnego centrum certyfikacji i wygenerować certyfikat własnoręcznie.

W sieci nie brakuje instrukcji generowania certyfikatów, ja staram się robić wszystko po debianowemu, więc kierowałem się opisem z debianowej wiki. Dlatego certyfikat wylądował w katalogu /etc/ssl/localcerts, który musiałem stworzyć:

mkdir -p /etc/ssl/localcerts

Polecenie generowania klucza i certyfikatu:

openssl req -x509 -nodes -days 365 -newkey rsa:2048 -keyout /etc/ssl/localcerts/mail.komitywa.net.key -out /etc/ssl/localcerts/mail.komitywa.net.crt

Przed wygenerowaniem certyfikatu zostaniemy zapytani o dane certyfikowanego podmiotu:

You are about to be asked to enter information that will be incorporated
into your certificate request.
What you are about to enter is what is called a Distinguished Name or a DN.
There are quite a few fields but you can leave some blank
For some fields there will be a default value,
If you enter '.', the field will be left blank.
-----
Country Name (2 letter code) [AU]:PL
State or Province Name (full name) [Some-State]:Mazowieckie
Locality Name (eg, city) []:Warsaw
Organization Name (eg, company) [Internet Widgits Pty Ltd]:komitywa.net
Organizational Unit Name (eg, section) []:.
Common Name (eg, YOUR name) []:mail.komitywa.net
Email Address []:moj-adres-email@komitywa.net

Na koniec warto ograniczyć dostęp do wygenerowanych plików:

chmod 600 /etc/ssl/localcerts/mail.komitywa.net.*

Teraz można już SSL do konfiguracji nginx’a. Do działającego wirtualnego hosta dodałem:

listen 443 ssl;
ssl_certificate /etc/ssl/localcerts/mail.komitywa.net.crt;
ssl_certificate_key /etc/ssl/localcerts/mail.komitywa.net.key;

Po przeładowaniu nginx’a i przetestowaniu, że połaczenie po HTTPS działa postanowiłem jeszcze dodać przekierowanie z HTTP na HTTPS:

server {
       listen 80;
       server_name mail.komitywa.net;
       return 301 https://mail.komitywa.net$request_uri;
}

Wygenerowany certyfikat jest ważny przez rok, więc w kwietniu 2016 będę musiał wygenerować nowy certyfikat.

Weekend w Brukseli

Miniony weekend spędziłem z Kariną w Brukseli. Wycieczkę uważam za więcej niż udaną, a bez fałszywej skromności dodam, że duża w tym zasługa dobrego planowania. Poniżej garść luźnych uwag i sugestii, które mogą się przydać komuś, kto chciałby sobie urządzić podobną wycieczkę.

Tanie latanie

Mój pierwszy lot Ryanairem okazał się niespodziewanie… zwyczajny. Po lekturze opinii w internecie obawiałem się, że ludzie będą wskakiwać do samolotu oknami, wpychać się na nie swoje miejsca, grillować między fotelami, słowem Sodomy i Gomory ze skrzydłami albo latającego odpowiednika „Słonecznego” Koleii Mazowieckich. Tymczasem okazało się, że choć samolot był wypełniony chyba do ostatniego miejsca, a pasażerowie uformowali pokaźną kolejkę na długo przed ogłoszeniem boardingu to wejście na pokład odbyło się bez ekscesów. Wprawdzie na moim miejscu usiadła jakaś miła starsza pani, ale tylko dlatego, że nie wiedziała, że na karcie pokładowej ma wydrukowane miejsce. Grzecznie jej to wytłumaczyłem i problem był rozwiązany. Fotele, a i owszem, nie odchylają się, miejsca jest co najwyżej akuratnie, za bułę i napój trzeba zapłacić, a film sobie zorganizować we własnym zakresie, ale przez dwie godziny można znieść takie niedogodności, tym bardziej, że bilet był dwukrotnie tańszy niż na pendziolino do Krakowa. Po stronie plusów należy zapisać też dogodne godziny wylotów na weekendowy wyjazd: wylot w piątek o 9:20, powrót w niedzielę o 18:25.

Dojazd

Ryainair ląduje lotnisku Charleroi, takim belgiskim Modlinie (choć wielkością bliżej mu do Okęcia). Wygodne połączenie z Brukselą zapewnia linia autokarowa. Bilety najlepiej kupić przez internet, będą wtedy kosztowały przynajmniej o 3 € od łebka taniej, co przy dwóch osobach w obie strony da ok 50 zł oszczędności. Oszczędza się też czas, bo wprost z samolotu można wsiadać do autokaru.

Nocleg

Poszukiwania noclegu rozpocząłem od Airbnb, ale okazało się, że w obrębie starego miasta taniej można spać w hotelu. Wybrałem hotel Saint Nicolas, dwie minuty spacerkiem od Wielkiego Placu i rzut beretem od stacji metra Bourse. Miejscówka jest świetna jako baza wypadowa do korzystania z brukselskich atrakcji, zarówno za dnia jak i w nocy. Trzeba mieć jednak świadomość, że położenie może być też wadą, hotel stoi przy ruchliwym deptaku, a centrum Brukseli żyje do późnych godzin nocnych.

Zwiedzanie

Na zwiedzanie Brukseli warto uzbroić się w Brussels Card czyli kartkę (bo dostajemy ją jako wydruk A4) dającą wstęp do 30 muzeów (w tym tych MSZ najciekawszych) i zniżki w innych miejscach (np. Atomium). Biorąc pod uwagę, że wstęp do muzeum kosztuje przeważnie od 6 do 10 € to zakup karty się opłaca. Ja kupiłem takową na 48 godzin, aktywowałem w piątek po południu o korzystałem aktywnie aż do wyjazdu w niedzielę.

Brussels Card ma też opcję korzystania z dwóch autobusowych linii turystycznych, ale ja wybrałem komunikację miejską. Bruksela ma znakomity zbiorkom, do większości interesujących mnie miejsc dojechałem prawie pod drzwi. Opłaca się kupić bilety na 5 lub 10 przejazdów ew. na 48 godzin. Niestety trzeba się przyzwyczaić do aromatu uryny na stacjach metra.

Google Maps dobrze sprawdza się w nawigowaniu po Brukselii z buta, ale sugestie dotyczące używania zbiorkomu bywają nietrafione. Mapę Brukselii zapisałem w telefonie, ale z myślą o Google Maps wykupiłem pakiet 100 MB transferu w roamingu. Pod koniec weekendu okazało się, że wykorzystałem go nieco ponad 30 MB, z czego tylko mała część przypadła na Mapy.

Manneken pis to oczywiście punkt obowiązkowy, choć tak po prawdzie nie ma co oglądać. Ciekawsze jest to, że w ramach równouprawnienia od 1987 Bruksela ma też siusiającą dziewczynkę czyli Jeanneke pis. Jest jeszcze trzecia siusiająca rzeźba – Zinneke pis czyli pies. Do kompletu brakuje jeszcze kota.

Zinneke pis

Z kolei Atomium na żywo robi większe wrażenie niż się spodziewałem. Niestety swoje trzeba odstać w kolejkach, w deszczowy niedzielny poranek czekaliśmy blisko godzinę.

Atomium

Belgia stoi komiksem, nic więc dziwnego, że muzeum komiksu jest na wypasie. Stała ekspozycja pokazuje historię komiksu, proces jego powstawania od pomysłu do gotowego albumu, różne style i gatunki i całą masę ciekawych eksponatów. W czasie mojej wizyty ekspozycję czasową stanowiła wystawa poświęcona Thorgalowi oraz osobna poświęcona Grzegorzowi Rosińskiemu. Moim zdaniem to najciekawsze muzeum, które odwiedziłem w Brukseli.

Podobne wrażenia oferuje MOOF czyli muzeum figurek kolekcjonerskich. Figurki to nie mój konik, ale miło się je oglądało. Oprócz figurek sporo miejsca poświęcono komiksom i filmom animowanym powstałym w Belgii. Bardzo fajnie bawiłem się przy starych konsolach z grami na podstawie komiksów o Asteriksie i Obeliksie.

MOOF

MOOF

Muzeum piwa brzmi ciekawie, ale jego oferta ogranicza się do projekcji umiarkowanie interesującego filmu i degustacji piwa.

Ciekawsze jest muzeum czekolady, a zwłaszcza pokaz robienia pralinek belgijskich. Oczywiście jest też degustacja.

Muzeum zabawek wygląda i pachnie jak mieszkanie patologicznego zbieracza. W sumie nic ciekawego, ale fajne jest to, że dużą częścią eksponatów można się bawić, a dzieciaki, które widziałem w muzeum miały z tego wielką frajdę.

Bardzo podobało mi się w Auto World. Mają tam dużą kolekcję zabytkowych samochodów, choć najdłużej przyglądałem się youngtimerom takim jak Honda NSX i specjalistycznie przygotowanym samochodom wyścigowym. Karinie, która jest umiarkowaną fanką motoryzacji, też się podobało, więc warto tam się wybrać.

Auto World - japońskie supersamochody

Auto World

Jedzenie

W Brukselii należy zjeść frytki i gofry. W pobliżu hotelu jest kanciapa z frytkami, która, jeśli wierzyć nalepce przy drzwiach, jest przez kogoś tam polecana. Potwierdzam, że fryty z sosem andaluzyjskim mają tam dobre. Po sąsiedzku jest kanciapa z goframi i churrosami, takoż smacznymi. W okolicy jest jednak pierdyliard podobnych kanciap, możliwe, że lepszych lub bardziej znanych. Z drugiej strony nie polecam belgiskiego McDonald’sa czyli Quicka. Co by nie mówić o Maku to paszę mają tam smaczną, a lokale czyste. W Quicku dostałem kanapkę, która wyglądała jakby w celu podgrzania ktoś na niej usiadł, do podłogi prawie się przykleiłem, a na koniec musiałem szukać kosza na śmieci, który nie był przepełniony.