Weekend w Brukseli

Miniony weekend spędziłem z Kariną w Brukseli. Wycieczkę uważam za więcej niż udaną, a bez fałszywej skromności dodam, że duża w tym zasługa dobrego planowania. Poniżej garść luźnych uwag i sugestii, które mogą się przydać komuś, kto chciałby sobie urządzić podobną wycieczkę.

Tanie latanie

Mój pierwszy lot Ryanairem okazał się niespodziewanie… zwyczajny. Po lekturze opinii w internecie obawiałem się, że ludzie będą wskakiwać do samolotu oknami, wpychać się na nie swoje miejsca, grillować między fotelami, słowem Sodomy i Gomory ze skrzydłami albo latającego odpowiednika „Słonecznego” Koleii Mazowieckich. Tymczasem okazało się, że choć samolot był wypełniony chyba do ostatniego miejsca, a pasażerowie uformowali pokaźną kolejkę na długo przed ogłoszeniem boardingu to wejście na pokład odbyło się bez ekscesów. Wprawdzie na moim miejscu usiadła jakaś miła starsza pani, ale tylko dlatego, że nie wiedziała, że na karcie pokładowej ma wydrukowane miejsce. Grzecznie jej to wytłumaczyłem i problem był rozwiązany. Fotele, a i owszem, nie odchylają się, miejsca jest co najwyżej akuratnie, za bułę i napój trzeba zapłacić, a film sobie zorganizować we własnym zakresie, ale przez dwie godziny można znieść takie niedogodności, tym bardziej, że bilet był dwukrotnie tańszy niż na pendziolino do Krakowa. Po stronie plusów należy zapisać też dogodne godziny wylotów na weekendowy wyjazd: wylot w piątek o 9:20, powrót w niedzielę o 18:25.

Dojazd

Ryainair ląduje lotnisku Charleroi, takim belgiskim Modlinie (choć wielkością bliżej mu do Okęcia). Wygodne połączenie z Brukselą zapewnia linia autokarowa. Bilety najlepiej kupić przez internet, będą wtedy kosztowały przynajmniej o 3 € od łebka taniej, co przy dwóch osobach w obie strony da ok 50 zł oszczędności. Oszczędza się też czas, bo wprost z samolotu można wsiadać do autokaru.

Nocleg

Poszukiwania noclegu rozpocząłem od Airbnb, ale okazało się, że w obrębie starego miasta taniej można spać w hotelu. Wybrałem hotel Saint Nicolas, dwie minuty spacerkiem od Wielkiego Placu i rzut beretem od stacji metra Bourse. Miejscówka jest świetna jako baza wypadowa do korzystania z brukselskich atrakcji, zarówno za dnia jak i w nocy. Trzeba mieć jednak świadomość, że położenie może być też wadą, hotel stoi przy ruchliwym deptaku, a centrum Brukseli żyje do późnych godzin nocnych.

Zwiedzanie

Na zwiedzanie Brukseli warto uzbroić się w Brussels Card czyli kartkę (bo dostajemy ją jako wydruk A4) dającą wstęp do 30 muzeów (w tym tych MSZ najciekawszych) i zniżki w innych miejscach (np. Atomium). Biorąc pod uwagę, że wstęp do muzeum kosztuje przeważnie od 6 do 10 € to zakup karty się opłaca. Ja kupiłem takową na 48 godzin, aktywowałem w piątek po południu o korzystałem aktywnie aż do wyjazdu w niedzielę.

Brussels Card ma też opcję korzystania z dwóch autobusowych linii turystycznych, ale ja wybrałem komunikację miejską. Bruksela ma znakomity zbiorkom, do większości interesujących mnie miejsc dojechałem prawie pod drzwi. Opłaca się kupić bilety na 5 lub 10 przejazdów ew. na 48 godzin. Niestety trzeba się przyzwyczaić do aromatu uryny na stacjach metra.

Google Maps dobrze sprawdza się w nawigowaniu po Brukselii z buta, ale sugestie dotyczące używania zbiorkomu bywają nietrafione. Mapę Brukselii zapisałem w telefonie, ale z myślą o Google Maps wykupiłem pakiet 100 MB transferu w roamingu. Pod koniec weekendu okazało się, że wykorzystałem go nieco ponad 30 MB, z czego tylko mała część przypadła na Mapy.

Manneken pis to oczywiście punkt obowiązkowy, choć tak po prawdzie nie ma co oglądać. Ciekawsze jest to, że w ramach równouprawnienia od 1987 Bruksela ma też siusiającą dziewczynkę czyli Jeanneke pis. Jest jeszcze trzecia siusiająca rzeźba – Zinneke pis czyli pies. Do kompletu brakuje jeszcze kota.

Zinneke pis

Z kolei Atomium na żywo robi większe wrażenie niż się spodziewałem. Niestety swoje trzeba odstać w kolejkach, w deszczowy niedzielny poranek czekaliśmy blisko godzinę.

Atomium

Belgia stoi komiksem, nic więc dziwnego, że muzeum komiksu jest na wypasie. Stała ekspozycja pokazuje historię komiksu, proces jego powstawania od pomysłu do gotowego albumu, różne style i gatunki i całą masę ciekawych eksponatów. W czasie mojej wizyty ekspozycję czasową stanowiła wystawa poświęcona Thorgalowi oraz osobna poświęcona Grzegorzowi Rosińskiemu. Moim zdaniem to najciekawsze muzeum, które odwiedziłem w Brukseli.

Podobne wrażenia oferuje MOOF czyli muzeum figurek kolekcjonerskich. Figurki to nie mój konik, ale miło się je oglądało. Oprócz figurek sporo miejsca poświęcono komiksom i filmom animowanym powstałym w Belgii. Bardzo fajnie bawiłem się przy starych konsolach z grami na podstawie komiksów o Asteriksie i Obeliksie.

MOOF

MOOF

Muzeum piwa brzmi ciekawie, ale jego oferta ogranicza się do projekcji umiarkowanie interesującego filmu i degustacji piwa.

Ciekawsze jest muzeum czekolady, a zwłaszcza pokaz robienia pralinek belgijskich. Oczywiście jest też degustacja.

Muzeum zabawek wygląda i pachnie jak mieszkanie patologicznego zbieracza. W sumie nic ciekawego, ale fajne jest to, że dużą częścią eksponatów można się bawić, a dzieciaki, które widziałem w muzeum miały z tego wielką frajdę.

Bardzo podobało mi się w Auto World. Mają tam dużą kolekcję zabytkowych samochodów, choć najdłużej przyglądałem się youngtimerom takim jak Honda NSX i specjalistycznie przygotowanym samochodom wyścigowym. Karinie, która jest umiarkowaną fanką motoryzacji, też się podobało, więc warto tam się wybrać.

Auto World - japońskie supersamochody

Auto World

Jedzenie

W Brukselii należy zjeść frytki i gofry. W pobliżu hotelu jest kanciapa z frytkami, która, jeśli wierzyć nalepce przy drzwiach, jest przez kogoś tam polecana. Potwierdzam, że fryty z sosem andaluzyjskim mają tam dobre. Po sąsiedzku jest kanciapa z goframi i churrosami, takoż smacznymi. W okolicy jest jednak pierdyliard podobnych kanciap, możliwe, że lepszych lub bardziej znanych. Z drugiej strony nie polecam belgiskiego McDonald’sa czyli Quicka. Co by nie mówić o Maku to paszę mają tam smaczną, a lokale czyste. W Quicku dostałem kanapkę, która wyglądała jakby w celu podgrzania ktoś na niej usiadł, do podłogi prawie się przykleiłem, a na koniec musiałem szukać kosza na śmieci, który nie był przepełniony.

Moje wielkie bułgarskie wakacje

W zeszłym tygodniu wróciłem z wakacji w Bułgarii. Domyślam się, że grono osób zainteresowanych tym co robiłem na urlopie jest cokolwiek skromne, ale liczę, że komuś, kto zamierza skorzystać z usług serwisu wakacje.pl, biura podróży Summerelse lub po prostu wybiera się do hotelu Les Magnolias w Primorsku, kilka słów opinii na temat tychże może wydać się interesujące.

Czytaj dalej Moje wielkie bułgarskie wakacje