Festiwal makaronów w Pizza Hut

Ne festiwal makaronów w Pizza Hut wybrałem się z odrobiną niepewności. W internetach piszczało, że mogę spodziewać się mikroskopijnych porcji podawanych w nieznośnie długich odstępach czasu. Dzikość serca i żądza małych miejskich przygód jednak wzięły górę i tak trafiłem do Grubej Kaśki.

festiwal makaronów

Pierwszą porcję otrzymałem w niespełna 10 minut od przyjścia, kolejną po dwóch minutach, a następną też dość szybko. Z moich obserwacji wynika, że kolejne potrawy pojawiały się falami: w jednej fali kuchnia przyrządza trzy rodzaje pasty, które trafiają na talerz klienta w kilkuminutowych odstępach. Choć zdarzało się, że miałem pusty talerz to nie mogę narzekać na szybkość obsługi. Przeplatając jedzenie rozmową miło spędziłem czas.

Największą zaletą festiwalu jest to, że można spróbować za jednym zamachem wielu rodzajów pasty i odkryć nowe smaki. Dla mnie odkryciem wieczoru było farfalle di concretto (makaron farfalle, kurczak, kiełbasa pepperoni, boczek oraz cebulka zapieczone z żółtym serem i sosem pomidorowym z bazylią) – pycha! Z nieznanych mi wcześniej smaków zasmakowało mi też tagliatelle molto bene (wstążki makaronu tagliatelle w sosie czosnkowo-beszamelowym z szynką, suszonymi pomidorami, czarnymi oliwkami i rucolą). Lasagne i penne pesto jak zwykle smaczne.

Choć wedle zasad festiwalu konsument nie ma prawa głosu w kwestii wyboru konsumowanych potraw, obsługująca nas kelnerka była ponadprzeciętnie miła i pytała nas na co mamy ochotę.

Z uczestnictwa w festiwalu makaronów jestem zadowolony. Wydaje mi się, że rozczarowany może być tylko ktoś, kto nastawia się na nażarcie się pod korek w 20 minut. Jeśli jednak potraktować wizytę w Pizza Hut jako okazję do pogadania przy jedzeniu to nikt nie powinien mieć powodów do narzekań. A przy okazji można się nażreć pod korek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *